Polska Planeta WordPress’a — 2008 — June — 02

2 June, 2008

Czas: 21:17
Autor: Fanatyk

Comments Off BlipAfera

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/blipafera.html.

blip logoOlaboga, olaboga! Zakrzyczał swoją zborową gębą blip. Po tym jak Datrio odpalił (update: blipsearch, a ktoś inny) blipscan.pl - narzędzie przeszukujące blipa - wybuchła kolejna burza w szklance wody. Całą serię zapoczątkował chyba VaGla wpisem na swoim blogu tłumacząc: dookoła pojawiają się serwisy “zasysające” informacje publikowane przez użytkowników Blipa, nad którymi to informacjami użytkownicy Blipa nie mają żadnej kontroli… Uznałem, że “nowa sytuacja” nie jest tym, na co godziłem się na początku i zlikwidowałem konto. Wystarczyło, żeby skomentował to reuptake na swoim blogu i dalej już samo poleciało…

Prywatność na blipie

W kwestii prywatności w sieci - nie tylko na blipie - w zupełności zgadzam się z Martą (cytat z jej bloga):

Pomijając już fakt, że Blip to nie Nasza-Klasa i gromadzi zgoła innych internautów i internautki, nie ma co fetyszyzować pewnych informacji. Znam osoby, które nie podają swoim studentkom i studentom adresu mejlowego, uznając, że od tego są konsultacje, by móc się z nimi skontaktować. Czy zatem należy wpadać w panikę i kasować wszelkie namiary na siebie w sieci? Kolejny raz wracamy tutaj do podstawowego problemu, czyli ludzkiego zdrowego rozsądku. Nie chcesz, żeby do ciebie dzwoniono? Nie podajesz swojego numeru telefonu. Nie chcesz, by cię krytykowano? Nie zakładasz bloga. Nie chcesz, by ktoś wiedział, że go nie lubisz i uważasz, że jest kretynem? Nie piszesz o tym publicznie.

Ot i tyle. Każdy ma kontrolę nad tym co robi w sieci. Można oczywiście argumentować, że nie wszyscy użytkownicy blipa są może tak świadomi tego że “prywatne” wiadomości są publiczne. Można, też zakładać, że osoba nastoletnia nie powinna używać noża, bo może się skaleczyć. Jeśli nie umiem czegoś używać to nie tykam, aż mnie ktoś nauczy. Jeśli uczę się metod prób i błędów to ze świadomością, że coś może wybuchnąć.

Mam już serdecznie dosyć napinania się we wszystkie strony i dbania o to aby “przyszłość tego kraju” nie zrobiła sobie krzywdy poprzez użytkowanie internetu, “przeładowane” programy w szkołach i diabli wiedzą co jeszcze. Jak kogoś cały świat uwiera to może to nie świat jest nie wygodny tylko delikwent jest rozpieszczony…

Wracając do meritum… Zupełnie oddzielną bajką jest kompletny brak zarządzania prywatnością na blipie, a w szczególności na aplikacjach satelickich pobierających dane z blipa via API. Zdecydowanie przydałoby się coś co pozwoli na podjęcie samodzielnej decyzji przez użytkownika czy moje wiadomości na blipie (ew. które z ich) mogą być pobierane przez API, a które nie. Argument, że wszystko co na blipie jest publiczne nijak się tu ma do problemu.

Cały ten problem prywatności dobrze podsumował Patrys:

Na Blipie prywatność nie istnieje, nie da się jej też nic stamtąd skutecznie usunąć i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli masz wstydliwy sekret, to użyj telefonu albo komunikatora z silnym szyfrowaniem. Proste ? w teorii. Problem oczywiście leży gdzie indziej. Ludzie zawsze będą strzelać sobie w stopę, niezależnie, czy damy im do ręki komputer, czy flamaster, o czym dobitnie świadczą własne numery telefonów komórkowych, pozostawiane na przystankowych wiatach przez siedemnastoletnie “krejzolki” i hasła do przeróżnych systemów informatycznych, pieczołowicie przyklejane na żółtych karteczkach do biurowych monitorów.

A na blipie, w 160 znakach bartekr umieścił esencję zamieszania: czytam pierdu pierdu o blipie brzmiące jak pretensje kogoś złapanego na masturbacji w tramwaju, że nie spodziewał się, że ktoś go może zobaczyć.

Kwestia szpiega

Nie wiem czy się śmiać czy płakać kiedy słyszę, że komuś wadzi taki szpieg.

Słowo wyjaśnienia dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą jak on działa. Kiedy ktoś na blipie chce zalinkować do mojego profilu wpisuje mój nick z “daszkiem”: ^fanatyk. Za każdym razem kiedy ktoś wpisze w ten sposób mój nick szpieg wysyła mi wiadomość, że ktoś o mnie mówi.

  • Z perspektywy osoby powiadamianej nie widzę tu żadnego problemu, bo można go zwyczajnie zignorować dzięki czemu nie będziemy otrzymywać takich informacji - problem rozwiązany.
  • Z perspektywy osoby “obgadującej” też nie widzę problemu, bo wystarczy nie umieszczać “daszka” przy nicku i już ofiara plotek spokojnie egzystuje dalej w błogiej nieświadomości.

To ja się pytam gdzie jest problem ze szpiegiem?!

Całość wydaje się być tylko krótkotrwałym zamieszaniem - nie wykluczone, że wywoła ono skutki w postaci nowych rozwiązań na blipie, jednak to nadal będzie burza w szklance wody, ponieważ problem prywatności na blipie nie istnieje tak samo jak problem spamu. Każdego mogę zablokować i nie otrzymywać jego wiadomości. Tak samo mogę zupełnie dowolnie zdefiniować jak daleko jestem gotów posunąć się publicznych wypowiedziach. Nawet jeśli są one kierowane do konkretnej osoby, pamiętajmy, że nadal są one publiczne.

Czas: 09:30
Autor: Fanatyk

Comments Off WordPress vs. WordPress

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/wordpress-vs-wordpres.html.

Autorem wpisu jest Wojtek autor bloga SajFaj.

Wielu bloggerów przy wyborze platformy decyduje się na system Wordpress. Często wybierana jest jego “gotowa” wersja udostępniana w serwisie Wordpress.com - zalety tego serwisu to bezpłatność, brak reklam, bajecznie proste zakładanie bloga i prostota jego prowadzenia. Wielu “wordpressowców” po pewnym czasie decyduje się jednak na przejście z darmowego hostingu na własny serwis - wiąże się z tym własna instalacja skryptu Wordpress. Przesiadka ta czasem bywa bolesna dla osób, które za nadto przyzwyczaiły się do prostoty wersji w serwisie Wordpress.com. We wpisie tym postaram się więc przedstawić różnice między własną instalacją, a gotowcem oferowanym przez twórców.

wordpress logo

Instalacja

coffeeZacznijmy od początku - instalacja. W przypadku Wordpress.com wystarczy podać nazwę bloga i nasz adres email i od razu mamy nasz mały kącik w necie. Własna instalacja wymaga od nas natomiast skopiowania plików na serwer, stworzenia bazy danych, uzupełnieniu pliku konfiguracyjnego oraz odpalenia skryptu instalacyjnego - całość zajmuje wprawnego “wordpressowcowi” góra pięć minut, jednak osoba nie obeznana ze takimi rzeczami jak FTP czy PHP może mieć małe problemy - choć nic, z czym nie można sobie poradzić - wystarczy chwilę poszukać.

Strona startowa

Czas na stronę startową - nasz blog na Wordpress.com wita nas stroną wyświetlającą statystyki - ostatnie komentarze, linki z innych blogów, liczbę odwiedzin, najpopularniejsze wpisy, naszą aktywność w serwisie oraz ostatnie dyskusje z innych blogów w nim się znajdujących. Tymczasem po przesiadce na własną instalację po zalogowaniu zobaczymy ostatnie komentarze i linki, cała reszta jednak jest inna - czytnik RSS dla bloga developerów Wordpressa, wykaz ostatnio popularnych wtyczek oraz wiadomości związane z Wordpressem - o wbudowanych statystykach można zapomnieć.

Jedną z poważniejszych różnic jest brak we własnej instalacji takich funkcji jak Przeglądarka Tagów czy Blog Surfer - obie funkcje działają w obrębie serwisu Wordpress.com i bywają bardzo przydatne - we własnej instalacji trzeba o tym zapomnieć - z wiadomych przyczyn - nasz blog jest jeden, a Wordpress.com to cały serwis.

Przechodzimy do ustawień

W ustawieniach dostrzegamy kolejne różnice - Wordpress.com nie oferuje zmian w ramach wyglądu odnośników czy opcji dotyczących uploadowanych plików. W przypadku własnej instalacji możemy np. wybrać folder dla wgrywanych plików. Przyjdzie nam również konieczność zmiany wyglądu odnośników - w ramach bloga na Wordpress.com ładne odnośniki typu /Rok/Miesiąc/Dzień/Nazwa-wpisu mamy już w trybie standardowym, natomiast standardowa własna instalacja korzysta z odnośników typu /?p=1 - no i przychodzi to zmieniać ręcznie.

W opcjach własnej instalacji nie uświadczymy natomiast opcji typu “Skasuj bloga”, “OpenID”, “Własna Domena” czy “Ulepszenia” - funkcjonalność ta jest dostępna tylko w ramach serwisu Wordpress.com.

Wtyczki oraz Wygląd

Własna instalacja Wordpressa niesie ze sobą możliwość wgrywania i używania wtyczek - hosting Wordpress.com tego nie udostępnia. Pojawia się więc konieczność opanowania zasad rządzących klientami FTP, a następnie opanowanie sztuki aktywowania wtyczek - co jak co, ale jednak trzeba te dwa kliknięcia zrobić ;).

W przypadku własnej instalacji pojawia się również możliwość wgrywania i edycji dowolnych tematów graficznych - Wordpress.com umożliwia modyfikowanie styli za opłatą, a “na swoim” z odpowiednią wiedzą możemy robić to za darmo (lub zlecić robotę fachowcowi).

Na koniec można jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że Wordpress.com zabrania zamieszczenia reklam płatnych na blogach w ramach serwisu. Na swoich serwerach nie mamy już tego ograniczenia.

Podsumowanie

Tak oto prezentują się główne różnice między własnym Wordpresem, a “gotowcem” - jeśli nie masz potrzeby przenosić się na własny serwer, a tym bardziej nie masz chęci się uczyć nowych rzeczy pokroju pojęcia FTP, to lepiej zostać na Wordpress.com. Jednakże własna instalacja przy odrobinie chęci staje się potężnym narzędziem, przy którym gotowiec jest po prostu ubogi.