Comments Off Ochrona danych osobowych w internecie
Dziś na Blipie furorę robił Flaker. Z ciekawości również poprosiłem o zaproszenie. Zalogowałem się i… boję się to skonfigurować. Jeśli miałbym udostępniać swoje dane ze wszystkich tych serwisów: Allegro, Blip, Blog.pl, Blox.pl, del.icio.us, Flickr, Garnek, Google Reader, Jogger, last.fm, blog.onet.pl, Picasa, Pinger, RSS, Wykop, YouTube to poczułbym się nagi! Brakuje tylko historii wpływów i wypływów z konta w moim banku. Oczywiście gdybym używał wszystkich tych serwisów. Być może pokuszę się o konfigurację Flaka jednak w mocno okrojonej wersji. Dlaczego? Bo cenię swoją prywatność.
Wyobraź sobie…
Wstaję rano. Nie specjalnie się czuję, chyba zadzwonię i wezmę sobie jeden dzień “na żądanie” - może troszkę odpocznę i dojdę do siebie. Wstałem, zadzwoniłem… wykręciłem się żoną w szpitalu i koniecznością odbycia wizyty w “przybytku zdrowia” - no dobra to mamy jeden dzień wolnego. Włączam PC odpalam komunikatory na “ukrytym” żeby nikt z pracy mnie nie namierzył bo się wyda. Blipa oczywiście nie mogę używać z przyczyn oczywistych. Sprawdziłem pocztę, przeczytałem RSSy… mało brakowało, żebym się zapomniał i oznaczył kilka newsów jako “shared”. W ostatniej chwili się opanowałem. Wpis na bloga mogę przynajmniej opublikować, bo mogę się wytłumaczyć, że wcześniej ustawiłem czas publikacji. Zdjęć z ostatniej wyprawy w góry na Flickr`a nie wgram, zaległych filmów na YouTube nie wrzucę… Choroba jasna niby jest komp z dostępem do sieci a nic zrobić nie mogę. Dobra, może przynajmniej jakiś film na DVD sobie obejrzę. O, ten! Dawno był odkładany.
5 min. później zadzwonił telefon:
- Panie Pawle ktoś u pana w domu ogląda “Bitwę o Priusa” - dzwoni szef naturalanie. W tej chwili przypomniałem sobie że nie zamknąłem aplikacji śledzącej z MyFilms.com. […]
Brzmi jak fantastyka? Nie byłbym takim optymistą. Rozwój sieci zmierza dokładnie w tym kierunku a ekshibicjonizm internautów staje co raz mniej przemyślany. Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad ochroną danych osobowych w sieci.
Co to są dane osobowe?
Aby chronić swoje dane osobowe, musimy przede wszystkim wiedzieć co to są dane osobowe? Danymi osobowymi są, mówiąc dość oględnie, te dane, które pozwalają na określenie na ich podstawie konkretnej osoby. Przykładowo imię i nazwisko (Jan Misiakiewicz) nie są danymi osobowymi ponieważ takich Janków Misiakiewiczów może być setki lub tysiące. Jeśli jednak w tym zestawieniu pojawi się adres zamieszkania to taki zestaw danych jest już traktowany jako dane osobowe i jako taki powinny podlegać ochronie.
Jak się bronić?
Przede wszystkim publikując swoje dane (tzn. jakiekolwiek informacje o sobie) w sieci trzeba myśleć! Należy mieć świadomość, że będą one dostępne dla każdego internauty. Warto więc stosować zasadę ograniczonego zaufania i publikować tylko te dane, które są konieczne. Nie musisz wszędzie podawać numeru GG, maila (do publicznej wiadomości) czy numeru telefonu komórkowego - przecież nigdy nie wiesz w czyje ręce te informacje wpadną. Web2.0 powoduje, że ochrona danych osobowych przez samych użytkowników jest mocno spłycana. Podajemy coraz więcej informacji. Sam nie dawno rozpatrywałem czy tu, na blogu nie podać numeru telefonu… Co za idiotyczny pomysł! Zmęczony człowiek miewa dziwne pomysły.
Paweł Opydo o prywatności w sieci
Poprosiłem też Pawła z TechKultura.com o kilka zdań w tym temacie - “niestety” rozpisał się ;)
Wiadomo, że są jakieś techniczne i prawne aspekty ochrony danych osobowych w Sieci - normy są dość dokładnie określone przez GIODO, i serwisy cieszące się chociażby średnią renomą nie mogą sobie pozwolić na ich naginanie. Ostatnio głośno było o danych osobowych na Naszej-Klasie. Gazeta.pl zasugerowała, że w sumie to “wina” serwisu, który stwarza niebezpieczeństwo dla użytkowników.
Prawda jest jednak taka, że 90% bezpieczeństwa naszych danych w Sieci zależy od nas samych i naszego podejścia do tego wszystkiego. Nie ma co się bać robić przelewy przez Internet - bank ma odpowiednie zabezpieczenia. Zakupy w Internecie? Proszę bardzo, wystarczy korzystać z porównywarek cen, żeby wyeliminować nieistniejące “sklepy” prowadzone przez oszustów.
Kiedyś mój kolega, Grzesiek (techotropia.com) zrobił eksperyment - rozesłał wśród graczy Diablo II adres przygotowanej na szybko strony www, na której mogli rzekomo duplikować swój wirtualny majątek, podając login i hasło do konta. Oczywiście wszyscy “wkręceni” zostali potem poinformowani, że nie należy tak robić, ale liczba osób, które podawały hasło do swojego prywatnego konta była zatrważająca.
Hasła są w ogóle rzeczą najważniejszą. W 99% przypadków (nie znam żadnego kontrprzykładu, ale zawsze dobrze mieć 1% “jakby coś”) jest tak, że hasło jest TYLKO I WYŁĄCZNIE dla nas i nikt nie powinien go znać. Wystarczy jednak podać się za admina Fotki, N-K czy jakiegokolwiek serwisu, i nie ma problemów z wyciągnięciem paru haseł od nieobeznanych użytkowników. Prawda jest taka, że admin takiego serwisu do niczego nie potrzebuje haseł userów, każde konto może edytować/skasować/zmienić hasło/zablokować etc. więc osoba prosząca o hasło i podająca się za moderatora to prawdopodobnie oszust.
Inna praktyczna rzecz to tzw. “pytania pomocnicze” - czyli najprostszy sposób na “włamanie się” na konto użytkownika. Pomyśl - ile osób zna imię Twojego psa, tytuł Twojej ulubionej książki albo nazwisko panieńskie matki? Pewnie zbyt dużo. Najprostszym sposobem jest korzystanie z tego jak z “drugiego hasła” - tak, żeby odpowiedź nie miała nic wspólnego z zadanym pytaniem.
A inwigilacja, ekshibicjonizm w Sieci? Prawda jest taka, że Sieć jest czymś, czego nie da się porównać do realnego świata. Należy nauczyć się po niej poruszać. W realu jesteśmy “inną osobą” w pracy, inną wśród znajomych, inną sam na sam z dziewczyną. W Sieci jest podobnie. Nikt nie zabrania nam mieć dwóch kont na YouTube, jednego publicznego, drugiego prywatnego. Nic nie przeszkadza by mieć kilku kont mailowych - prywatnego, publicznego, służbowego, na newslettery…
Flaker - nie wiem w sumie dlaczego powstał. Mam wrażenie, że Internet przechodzi teraz okres fascynacji w stylu “reality-show” - nie tylko chcemy wiedzieć co ktoś inny robi 24 godziny na dobę, ale sami także udostępniamy takie informacje. Dlaczego?
Weźmy taki Blip - siedzę w pracy i za pomocą GG dowiaduje się, co w tym momencie robi grupa innych, obserwowanych przeze mnie osób. Co ważne - są to osoby, z którymi normalnie nie miałbym żadnego kontaktu “na żywo”, i prawdopodobnie mógłbym co najwyżej czytać ich blogi raz na jakiś czas.
W realu jest tak samo. Obserwujemy innych ludzi, pytamy znajomych “co u nich”, dzielimy się z przyjaciółmi swoim życiem. Sieć jednak zdejmuje z takich kontaktów ograniczenia takie jak odległość, brak czasu (blipowanie wymaga go raczej mniej niż rozmowa w realu)…
Jednocześnie jednak należy pamiętać, że często informacje przez nas przekazywane są upublicznione. I tu można to porównać do prawdziwego świata - o czym rozmawiałbyś ze znajomym, mając świadomość, że może to usłyszeć dowolna osoba, jeśli tylko ma ochotę? Albo czy pozwoliłbyś na rozwieszenie ksero Twojego paszportu po mieście, upubliczniając swój adres, datę urodzenia, pesel?
Niestety, wielu użytkowników nadal nie potrafi sobie wyobrazić, że upubliczniając dane w Sieci upubliczniamy je również w realu - bo każdy może je przeczytać w Internecie, a potem wyjść na podwórko i przekazać sąsiadowi ;)
Dziękuję Pawłowi i czekam na Wasze spostrzeżenia odnośnie dbania o swoją prywatność w sieci.
Jesli czytasz ten wpis na stronie innej niz polskiblogger.pl oznacza to, ze autor kradnie tresc z Polskiego Bloggera.
If this article is visible on any page besides polskiblogger.pl it means that it was teft!

Aby odpowiedzieć sobie na pytanie czy Twój blog odniósł sukces konieczne jest zdefiniowanie tego sukcesu. Każdy z blogerów ma inne podejście do pisania bloga. Dla jednego będzie to tylko forma wyżycia się, wypisania, dla innego będzie to narzędzie promowania siebie i kreowania własnego wizerunku, aż wreszcie będą i tacy zapaleńcy, który z wielką wiarą i przekonaniem będą usiłowali zarobić na blogu (czyt. na reklamach kontekstowych takich jak adsense).
Dla każdego miara sukcesu będzie zupełnie inna. Dla osób piszących “dla siebie” w zupełności zadowalające będzie, jeśli uda się stworzyć nawet niewielką, ale stałą grupę czytelników stale komentujących i reagujących na treści pojawiające się na blogu. Blogi tematyczne, prowadzone w ramach “zabijania” wolnego czasu przez hobbystów zostaną zapewne uznane przez nich za sukces, gdy będą miały dużo odwiedzin. Przy czym to ?dużo? dla każdego będzie miało inny wymiar ? jedni zadowolą się kilkoma tysiącami UU innych nie zadowoli nawet kilkadziesiąt tysięcy UU. Maniacy zarabiania na blogach - w szczególności na linkach kontekstowych będą… oni odniosą sukces kiedy zrozumieją, że w Polsce nie da się w tej chwili zarabiać konkretnych pieniędzy na AdSense i linkach tekstowych. Dziś chciałbym skupić się na finansowych aspektach blogowania i powiedzieć kilka słów o tym jak można zarabiać dzięki blogowaniu.
Znacznie sensowniejsze pieniądze można zarobić nie bezpośrednio na blogu, ale na efektach jego pisania mających swe odbicie
Każdy, kto prowadzi bloga wie, jaką pasją może się stać jego pisanie. Nie ma tutaj specjalnego znaczenia, czy prowadzimy bloga osobistego, profesjonalnego, tematycznego czy 
Oczywiście bardzo trudno jest ocenić realny zwrot z inwestycji i ROI bloga. Każdy ma tym przypadku własny indywidualny mniej lub bardziej racjonalny punkt widzenia w ujmowaniu korzyści związanych z rozwijanym blogiem.
Ostatnie dni przyniosły całą serię zdarzeń, które w sposób aż nadto dosadny pokazują, że spora część ludzi mediów nie rozumie sieci lub co gorsza jest kompletnie nierzetelna. Do tego, że dziennikarze* znają się na wszystkim czyli na niczym już przywykłem, ale żeby siać taką panikę z jaką ostatnio mieliśmy do czynienia w kontekście portalu Nasza-Klasa.pl to przechodzi moje pojęcie. Kolejne wpadki tygodnia zaliczyli: Bank BPH, Generalny Inspektor Danych Ochrony Danych Osobowych (GIODO) oraz Dziennik. Postaram się poruszyć wszystkie te sprawy ponieważ mają one jeden wspólny mianownik - te wszystkie wydarzenia są spowodowane tym, że pewne osoby “decyzyjne” nie rozumieją jak działa sieć.
Trzecie miejsce i brązowy medal w dzisiejszym konkursie otrzymuje Dziennik. Nie tylko za brak wiedzy na temat swoistego wyczulenia na punkcie praw autorskich i “cytowania” cudzych treści w sieci, ale wręcz za złamanie prawa. Forma artykułu jaki ukazał się w Dzienniku była żałosna. Dziennik kupowałem na początku jego przygody z polskim rynkiem i wydawał mi się dość przyzwoitą gazetą, jednak jeśli gazeta ma zamiar iść w tym kierunku… Czy nikt odpowiedzialny za zerżnięcie
Rozpoczęła się dyskusja czy to viral wypuszczony przez sam bank czy może produkcja niezależna. Całość została wyjaśniona 
Co w tym złego? - ktoś spyta. Niby nic - przecież linkuje do mojego wpisu nawet nie pobierając treści. Tylko, że jego link dla mnie nie ma żadnej wartości ani z perspektywy pozycjonowania ani ilości skierowań. Natomiast on umieszczając za pomocą trackbacków odniesienia do swoich wpisów na kilku polskich blogach (wybrał z tego co widziałem te popularniejsze) pragnie uzyskać zwiększenie ruchu na swojej stronie. Nie piszę, że uzyskuje zwiększenie tego ruchu, tylko że pragnie je uzyskać, ponieważ po wejściu na tą stronę widzicie wpis składający się z samych linków co zapewne owocuje dużym procentem odrzuceń (wyjść po zobaczeniu tej jednej podstrony) - w granicach 90% (?), więc jedyne co autor osiąga to złe, pierwsze wrażenie. Jedyne co można tym sposobem osiągnąć to podciągnięcie wskaźników takich jak ilość linków przychodzących etc. - oczywiście pod warunkiem, że inni blogerzy nie usuną tych nawiązań. Ja osobiście oznaczałem je jako spam. Teraz nawet gdy autor będzie chciał wysłać wartościowy trackback wyląduje on w filtrze gdzie albo go odzyskam albo nie, albo będę chciał go opublikować albo pamiętając jego zachowanie 2 razy się nad tym zastanowię.
Autorzy co poczytniejszych blogów często dostają informacje prasowe (do mnie też ostatnio zaczęły docierać). Problem w tym, że nie każdy bloger wie jak taką informację wykorzystać.
Oto nagłówek jednego z blogów traktujących o reklamie, strategi i taktyce reklamy etc. Słowem mamy tu specjalistę od wizerunku, więc należałoby założyć, że strona prowadzona przez poważnego człowieka a tu taka niespodzianka.
Sporo się ostatnio mówi na rozmaitych spotkaniach (ale i na blogach) o współpracy ludzi reklamy z blogerami. Jakie są możliwe płaszczyzny współpracy. W jakich formach może ona być nawiązana i tak dalej. Częściej też firmy zajmujące się reklamą sięgają po blogi w celu wywołania szumu w okół wydarzenia czy produktu. Poza blogami wykorzystywane są rozmaite narzędzia marketingu szeptanego, o którym swoją drogą polecam poczytać wszystkim blogującym. Warto, żebyście jako blogerzy wiedzieli co to jest jak “jak to ugryźć” choćby po to, żeby nie dać się złapać i wykorzystać.
Linki tekstowe oraz nieinwazyjne reklamy graficzne to nie koniec możliwości reklamowych blogów. Znacznie atrakcyjniejszą formą reklamy są teksty sponsorowane, lub opinie blogerów na temat produktu pisane “z własnej inicjatywy”. Reklama jako taka - w tradycyjnej formie - przestała być atrakcyjna, ponieważ straciła na wiarygodności. Dzięki temu taki kanał informacyjny jak blogosfera (mająca jeszcze swoją wiarygodność) jest łakomym kąskiem dla marketerów.
W okresie świąteczno noworocznym miałem trochę więcej czasu na rozmowy ze starymi znajomymi. Nie omieszkałem oczywiście podpytać czy blogują - większość nie bloguje. Oczywiście kiedy słyszałem, ze nie blogują natychmiast nabierałem ochoty by ich “nawrócić”. Zwłaszcza, że pośród tej grupy były osoby, które ewidentnie powinny pisać bloga, bo byłby on bardzo interesujący ze względu na posiadaną przez te osoby wiedzę i doświadczenie zawodowe. Pytałem więc: Dlaczego nie piszesz bloga? - zupełnie tak jakby blogowanie było czymś naturalnym. Przecież kiedy mnie pytają po co mi blog to większość “cywilów” zakłada, że to coś w stylu pamiętnika nastolatki albo jakiś internetowy wygłup, wiec po co to dorosłemu, poważnemu człowiekowi? Więc spróbowałem odwrócić sytuację i założyłem, że blogowanie jest czymś naturalnym. Część z moich rozmówców nawet rozważała pisanie, ale… Postaram się zebrać najciekawsze wymówki jakie usłyszałem.
To jest wyjątkowo słaby argument, zwłaszcza kiedy rzuca go osoba, która spędza choć trochę wolnego czasu w sieci. Krótki wywiad pozwala się zorientować co rozmówca porabia w sieci. Poza sprawdzaniem poczty czy czytaniem wiadomości (nieliczni czytują prasę codzienną i czasopisma), prawie każdy sporą część czasu poświęca na mało konstruktywne zajęci, takie jak: gry online, czytanie basha czy joemonstera etc. Wystarczyło ich przekonać, że część czasu spędzanego przy komputerze “marnują” aby wytrącić im ten argument.