Comments Off Formatowanie dla bloga i dla RSS - to nie to samo
Istnieją proste sposoby aby wpis wyglądał tak samo na blogu i czytniku RSS (no prawie tak samo).
Długo obiecywałem w komentarzach na tym blogu, iż dołożę choćby jeden wpis od siebie i cały czas miałem na myśli temat który dzisiaj poruszam. Czyli formatowanie wpisu w taki sposób, aby możliwie podobnie wyglądał zarówno na blogu, jak i czytany poprzez kanał RSS w czytniku wykorzystującym html. (Oczywiście czytniki czysto tekstowe nie mogą być brane pod uwagę ze względu na z góry narzucany sposób formatowania każdego wpisu, a może nawet brak formatowania a wyłącznie podział na tytuł, datę i autora - choć rozwiązania tego rodzaju są wykorzystywane dość rzadko.)
Potrzebna choć minimalna znajomość html i css
W zasadzie, te rozważania mogą się przydać osobom, które znają język html i sposób definiowania stylu w arkuszach css choć w minimalnym stopniu i przy publikacji wpisu potrafią posługiwać się edytorem kodu. Oczywiście w edytorze wizualnym można zdefiniować takie klawisze, które potem posłużą do odpowiedniego formatowania, ale wymaga to na prawdę sporo zachodu.
Skąd różnica
Obecnie na stronach internetowych (oczywiście również na blogach) najczęściej formatowanie, czyli wygląd, definiowany jest poprzez zewnętrzny arkusz stylu, tj.i plik o rozszerzeniu .css. Metoda ta jest jak najbardziej słuszna ponieważ przyspiesza wczytywanie kolejnych stron, gdyż nasza przeglądarka tylko raz pobiera z serwera plik stylów i przy wyświetlaniu kolejnych stron tego samego serwisu tylko odczytuje dane z pamięci. Trwa to oczywiście znacznie krócej niż pobieranie całego pliku za każdym wyświetleniem kolejnej strony.
Wpływa to również na zachowanie jednorodnego stylu całego serwisu, ponieważ na kolejnych jego stronach autor donosi się do tych samych sposobów formatowania (wielkość czcionki, kolory, podkreślenia odsyłaczy, obramowania obrazków, odstępy między liniami tekstu itd.).
Arkusz stylu nie jest wczytywany do czytnika RSS i nie może on wiedzieć, że np. obrazek ma mieć ramkę albo być zagnieżdżony w połowie tekstu.
Najczęściej widoczne inne jest opływanie obrazków i ramek
To jest najbardziej widoczna różnica. Kiedy w treści posta wstawiamy obrazek a w zewnętrznym arkuszu stylu mamy definicję podobną do takiej
float: right;
padding: 0px 0px 10px 10px;
border: 0;
}
Takie rozwiązanie jest jak najbardziej słuszne w momencie kiedy czytamy sobie tekst na blogu (stronie) gdzie ten obrazek jest umieszczony zgodnie z naszymi oczekiwaniami.
Najlepiej zobrazuje to przykład z ostatniego posta na tym blogu.
Również kolory w czytniku RSS są inne
Ten aspekt, nie ma aż tak dużego znaczenia dla układu czytania posta w czytniku RSS ale, jeśli ktoś pisze w tekście, że coś jest zaznaczone na czerwono a tego nie widać…?
Rozwiązanie
W zasadzie jeśli ktoś dobrze zna html i css to podczas wpisywania tekstu może ręcznie edytować najważniejsze elementy formatowania nadając odpowiednie parametry poszczególnym znacznikom. Np. <img style=”float: right; padding: 0px 0px 10px 10px;” src=”adres obrazka” />. Choć ten sposób jest trochę pracochłonny.
Chyba prostszym rozwiązaniem jest zamykanie niektórych elementów w bloki: span i div z określonymi parametrami. Np. <span style=”float: right; padding: 0px 0px 10px 10px;” img src=”adres obrazka” /></span> Efekt ten sam, ale takim wcześniej zapisanym blokiem można otoczyć normalnie wstawiony obrazek czy inny element.
Takie rozwiązanie, nadaje się także bardziej do formatowania części tekstu typu <span style=”color: red; font-weight: bold; font-style: italic”>Jakiś fragment tekstu</span>
Warto wspomnieć, że w blogach opartych na wordpress-ie pomocny jest plugin Simple Tagging Widget w którym do edytora postów dodajemy klawisze dla których możemy zadeklarować własne definicje, w tym także określenie stylu. O tym pluginie była mowa w poście dostosuj swój edytor z 26.04.2007.

Popatrzmy na to zjawisko z bardziej pragmatycznego punktu widzenia. Mamy właścicieli portalu, jego użytkowników i sam portal. Poral jest tylko narzędziem. A czym jest użytkownik? Użytkownik jest takim samym narzędziem - środkiem do zysku. Właściciele “odpalają” serwis i reklamują go. Całą zawartość (treść/content) natomiast tworzą użytkownicy. O mniej lub bardziej częste aktualizacje “martwią się” użytkownicy. Co więc robią właściciele? Czerpią zysk! Z darmowej pracy jaką wykonują użytkownicy, a bez wykonania której serwis byłby zupełnie nie przydatnym, martwym “punktem” internetu. Czyż nie jest to wykorzystywanie w czystej formie?
Pomysł wcale nie oryginalny, bo strony typu sciaga.pl istnieją od pewnego czasu a jednak ktoś się pokusił o uruchomienie serwisu
Zawsze mnie zastanawiał motyw “pomocy” uczniom w sieci. Ja przez pomoc zawsze rozumiałem to, co sam robiłem ze swoimi uczniami wtłaczając im matematykę do głów, czyli nie podawanie gotowego rozwiązania ale naprowadzanie - tak, aby sami doszli do rozwiązania. Natomiast co mamy tutaj? Tu mamy pytanie ucznia na które serwis ma znaleźć odpowiedź. Jak brzmi pytanie? Kto mi pomoże? ZONK! Pytanie brzmi: Kto zrobi to za mnie. I właśnie dlatego zastanawiało mnie czy taka “pomoc” nie jest czasem “niedźwiedzią przysługą”?
Co chwilę dosłownie słyszę o tym, że powstała kolejna kopia tego czy innego serwisu. Zasadniczo pod pojęciem “klona” mieści się w tej chwili wszystko co posiada funkcjonalność podobną do poprzednika i nie jest czymś zupełnie nowym. Osobiście nie do końca rozumiem to narzekanie na “klonowanie”. Przecież nie ma w tym nic złego!
Oprócz skryptu
I tak dalej… Ogólnie wywiad bardzo ciekawy. Na przykład dowiedziałem się o takim wynalazku jak 