Polska Planeta WordPress’a

5 June, 2008

Czas: 18:25
Autor: Fanatyk

Comments Off Second Life - pierwszy polski przewodnik po świecie

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/second-life-pierwszy-polski-przewodnik-po-swiecie.html.

Jakoś nigdy nie miałem cierpliwości do grania w Second Life. Kiedyś to sobie zainstalowałem, odpaliłem i… przeszło mi po 5 czy 10 minutach. Dziś (czy wczoraj) zostałem zaproszony przez Maćka z krytycy.pl do kampanii pierwszego polskiego przewodnika o Second Life. Pomyślałem, że może mnie taki sposób spędzania wolnego czasu nie bawi ale może Was to pociąga i kogoś zainteresuje informacja o przewodniku po świecie SL.

Krytycy.plTu tradycyjne bla-bla-bla, że dostanę za ten tekst jakieś pieniądze (ciekawe kiedy), że mimo to wyrażam swoją opinię i że to zgodne z zasadami krytyków i takie tam…

Jeśli chodzi o polskie wydawnictwa to jest to pierwsza publikacja na temat świata tej gry. Tak GRY - choć kiedyś jeden z entuzjastów przekonywał mnie (i nie tylko mnie), że to nie jest gra - ja będę się upierał, że to jednak takie trochę inne simsy ;). Oczywiście ukazuje się jeszcze czasopismo SL’ang Life robione przez Polaków, ale to jednak nie to samo co “podręcznik”.

przewodnik po second life

Przejrzałem pierwszy rozdział książki. Rzeczowo i (chyba) dokładnie. Dla osób zaczynających przygodę z Second Life na pewno przydatny materiał. Spis treści pozwala zakładać że całość jest opracowana dosyć szczegółowo i dokładnie. Jednak po tej próbce mam lekki niesmak. Mnie ta “zajawka” nie przekonała do zakupu. Czysty praktycznie nie skażony formatowaniem tekst bez żadnych ilustracji! Tomek Topa na szczęście pofatygował się i sprawdził jak książka wygląda w realu:

tu zaczyna się recenzja zupełnie innej pozycji. Książka jest kolorowa, pełna ilustracji, grafik? po prostu bardzo fajnie wydana! Na pewno spodoba się młodszym internautom, a i starsi na pewno docenią nietypowy układ. Posiedziałem chwilę w Empiku przeglądając kolejne rozdziały i wyglądało to naprawdę przyjemnie.

Dokładniejszy opis produktu znajdziecie na stronie producenta.

Autorzy

Jana Gillespie w wirtualnym świecie znana jest jako Estrelle Fauna. Jest twórcą oraz właścicielką bardzo popularnej marki PrimAdonna, za którą kryją się niezwykle szczegółowo opracowane odzież i design. Indywidualny styl oraz upodobanie do detalu zapewniły jej miejsce w gronie uznanych stylistów Second Life.

W 2006 r. Jana wraz ze wspólnikiem Joergem Lindnerem założyli firmę Big-Bit Australia, aby zaoferować specjalistyczną wiedzę przedsiębiorstwom, które pragną wykorzystać Second Life jako platformę dla swoich klientów lub jako formę prezentacji. Działalność firmy zwróciła uwagę mediów. Pojawiły się artykuły w ?Sydney Morning Herald? oraz w serwisie ?Now We are Talking? operatora telekomunikacyjnego Telstra.

Jana oraz jej alter ego Estrelle rozwijały się wraz z Second Life. Obie chciałyby podzielić się z Czytelnikiem doświadczeniami, sukcesami oraz niewiarygodnymi możliwościami oferowanymi przez Second Life. Wybierz się zatem razem z nimi do świata, w którym wszystko jest możliwe. Jedynym ograniczeniem jest twoja wyobraźnia oraz umiejętność marzenia.

Joerg Lindner do 1999 r. studiował informatykę w Wyższej Szkole Zawodowej w Schmalkalden. Następnie pracował jako administrator sieci w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a od 2003 r. zajmuje stanowisko community manager w koncernie Electronic Arts produkującym gry komputerowe.

W styczniu 2006 r. odkrył Second Life i wypromował tam markę, która pod koniec tego samego roku należała już do najbardziej rozpoznawalnych marek wirtualnego świata. Sukcesowi temu media poświęciły wiele uwagi. Joerg udzielał wywiadów wielu dziennikom i czasopismom, np. ?Westdeutsche Allgemeine Zeitung?, ?Focus? czy ?Kölner Rundschau?.

Joerg Lindner występuje również w telewizji. W programach takich jak ?Neues? (ZAF/3Sat), ?Spiegel TV? (D-MAX/SAT1) lub ?RTL Aktuell? (RTL) jest on, alias Yoshinori Shirakawa, równie mile widzianym gościem jak w ?Stern TV? Güntera Jaucha.

Gdy firmy kierowały coraz więcej zapytań dotyczących obecności w Second Life, Joerg założył wspólnie z Janą Gillespie firmę Big-Bit Australia. Obecnie Big-Bit Australia Pty Ltd jest odnoszącą sukcesy agencją, która oferuję kompleksowe usługi obejmujące projekt, realizację oraz doradztwo.

Na koniec

Dla fanów gry i jej entuzjastów to zapewne pozycja obowiązkowa i całkiem ciekawa. Dla mnie ciężka do oceny, ponieważ samo Second Life nie bardzo mnie pociąga a co za tym idzie sama książka również nie bardzo mnie ciekawi. Jeśli wśród czytelników są jacyś fani SL, z chęcią się dowiem co tak mocno fascynuje w tej grze i dlaczego aż tak wciąga.

Sekcja Autorzy pochodzi z informacji prasowej

Czas: 17:26
Autor: Fanatyk

Comments Off To API or not to API

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/to-api-or-not-to-api.html.

Grzesiek z AntyWeb rzucił dziś pytanie Czy tworzenie API w Polsce ma sens?. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to w telegraficznym skrócie chodzi o to, że polskie serwisy (poza blipem) nie udostępniają API ponieważ mało jest programistów chcących z nich korzystać a z drugiej strony programiści nie korzystają z API bo… nikt go nie udostępnia! Błędne koło. Coś mi się jednak wydaje, że to nie jedyny problem z otwieraniem się na świat poprzez API.

Mniejsza grupa

Przede wszystkim polskojęzycznych internautów jest duuużo mniej niż samych angielskich nativ spekers nie wspominając ogółu internautów posługujących się płynnie j. angielskim. Skoro więc przeszukujemy mniejszą grupę to i trafienie na szczególne jednostki nie jest tak łatwe. Pisząc szczególne mam na myśli parametr ilościowy - developerzy na tle wszystkich internautów to jednak niewielki odsetek. Mała liczebność grupy docelowej API powoduje, że nie każdemu chce się bawić w udostępniania takiego narzędzia.

Być może udostępnienie API dla najpopularniejszych serwisów (np. Nasza-Klasa) spowodowałoby wzrost zainteresowania wśród programistów. Czasem takie inicjatywy działają lepiej gdy są indukowane od d… drugiej strony ;)

Pułapki API

Na początku marca pisałem o przykładzie blipcasta jak można się przejechać na API. Nie można zrobić nic by mieć pewność, że coś co zostanie stworzone na bazie API nie zostanie wchłonięte i “zawłaszczone” przez serwis macierzysty. Jedynym rozwiązaniem, które daje jakąś pewność jest budowa serwisu w sposób podobny do FaceBook’a, który bazuje na aplikacjach zewnętrznych. Lista bazowych aplikacji dostępnych w FB jest mocno ograniczona i bez appsów tworzonych przez użytkowników popularność platformy byłaby nieporównywalnie mniejsza.

facebook apps

Jeśli polskie serwisy nie “zmobilizują” developerów otwarciem się na świat to szanse na rozkwit “API rynku” są marne.

4 June, 2008

Czas: 08:25
Autor: Fanatyk

Comments Off FeedCompare & FeedBurner

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/feedcompare-feedburner.html.

FeedBurner jest popularnym serwisem wśród blogerów. Pozwala na zliczanie ilości osób subskrybujących kanał RSS bloga. Dokładniej rzecz biorąc zlicza on ilość pobrań danego dnia (aktualizacja licznika odbywa się co jakieś 24h).

Ponad to FB oferuje wiele dodatkowych usług.

FededBurner

Na obrazku widać “piknięcia” wykresów. Każde tąpnięcie to nie tyle nagły odpływ użytkowników co spadek ilości pobrań RSSów. Powody mogą być różne - długi weekend i wszyscy siedzą za miastem (wiem, wiem i tak sprawdzacie RSSy :P ), jeden z popularniejszych czytników może nie działać lub z innych przyczyn dane mogą być nie pobierane przez FB (zdarzały się takie przypadki). Wystarczy, że polegnie Google Reader czy NetVibes - w Polsce to chyba najpopularniejsze czytniki.

FeedCompare

feedcompare

Od wczoraj natomiast sporo słychać o FeedCompare, który pozwala na porównywanie statystyk kanałów korzystających z FeedBurnera. Porównania działają podobnie jak Alexa z tym, że porównują nie ilość wejść a odczytań kanałów FEED. Warunkiem jest korzystanie przez interesujący nas serwis z FeedBurnera - w innym wypadku nie ma możliwości zliczania subskrybentów. Oczywiście aby porównać wybrane serwisy trzeba znać ich feedburnerowy adres RSS.

2 June, 2008

Czas: 21:17
Autor: Fanatyk

Comments Off BlipAfera

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/blipafera.html.

blip logoOlaboga, olaboga! Zakrzyczał swoją zborową gębą blip. Po tym jak Datrio odpalił (update: blipsearch, a ktoś inny) blipscan.pl - narzędzie przeszukujące blipa - wybuchła kolejna burza w szklance wody. Całą serię zapoczątkował chyba VaGla wpisem na swoim blogu tłumacząc: dookoła pojawiają się serwisy “zasysające” informacje publikowane przez użytkowników Blipa, nad którymi to informacjami użytkownicy Blipa nie mają żadnej kontroli… Uznałem, że “nowa sytuacja” nie jest tym, na co godziłem się na początku i zlikwidowałem konto. Wystarczyło, żeby skomentował to reuptake na swoim blogu i dalej już samo poleciało…

Prywatność na blipie

W kwestii prywatności w sieci - nie tylko na blipie - w zupełności zgadzam się z Martą (cytat z jej bloga):

Pomijając już fakt, że Blip to nie Nasza-Klasa i gromadzi zgoła innych internautów i internautki, nie ma co fetyszyzować pewnych informacji. Znam osoby, które nie podają swoim studentkom i studentom adresu mejlowego, uznając, że od tego są konsultacje, by móc się z nimi skontaktować. Czy zatem należy wpadać w panikę i kasować wszelkie namiary na siebie w sieci? Kolejny raz wracamy tutaj do podstawowego problemu, czyli ludzkiego zdrowego rozsądku. Nie chcesz, żeby do ciebie dzwoniono? Nie podajesz swojego numeru telefonu. Nie chcesz, by cię krytykowano? Nie zakładasz bloga. Nie chcesz, by ktoś wiedział, że go nie lubisz i uważasz, że jest kretynem? Nie piszesz o tym publicznie.

Ot i tyle. Każdy ma kontrolę nad tym co robi w sieci. Można oczywiście argumentować, że nie wszyscy użytkownicy blipa są może tak świadomi tego że “prywatne” wiadomości są publiczne. Można, też zakładać, że osoba nastoletnia nie powinna używać noża, bo może się skaleczyć. Jeśli nie umiem czegoś używać to nie tykam, aż mnie ktoś nauczy. Jeśli uczę się metod prób i błędów to ze świadomością, że coś może wybuchnąć.

Mam już serdecznie dosyć napinania się we wszystkie strony i dbania o to aby “przyszłość tego kraju” nie zrobiła sobie krzywdy poprzez użytkowanie internetu, “przeładowane” programy w szkołach i diabli wiedzą co jeszcze. Jak kogoś cały świat uwiera to może to nie świat jest nie wygodny tylko delikwent jest rozpieszczony…

Wracając do meritum… Zupełnie oddzielną bajką jest kompletny brak zarządzania prywatnością na blipie, a w szczególności na aplikacjach satelickich pobierających dane z blipa via API. Zdecydowanie przydałoby się coś co pozwoli na podjęcie samodzielnej decyzji przez użytkownika czy moje wiadomości na blipie (ew. które z ich) mogą być pobierane przez API, a które nie. Argument, że wszystko co na blipie jest publiczne nijak się tu ma do problemu.

Cały ten problem prywatności dobrze podsumował Patrys:

Na Blipie prywatność nie istnieje, nie da się jej też nic stamtąd skutecznie usunąć i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli masz wstydliwy sekret, to użyj telefonu albo komunikatora z silnym szyfrowaniem. Proste ? w teorii. Problem oczywiście leży gdzie indziej. Ludzie zawsze będą strzelać sobie w stopę, niezależnie, czy damy im do ręki komputer, czy flamaster, o czym dobitnie świadczą własne numery telefonów komórkowych, pozostawiane na przystankowych wiatach przez siedemnastoletnie “krejzolki” i hasła do przeróżnych systemów informatycznych, pieczołowicie przyklejane na żółtych karteczkach do biurowych monitorów.

A na blipie, w 160 znakach bartekr umieścił esencję zamieszania: czytam pierdu pierdu o blipie brzmiące jak pretensje kogoś złapanego na masturbacji w tramwaju, że nie spodziewał się, że ktoś go może zobaczyć.

Kwestia szpiega

Nie wiem czy się śmiać czy płakać kiedy słyszę, że komuś wadzi taki szpieg.

Słowo wyjaśnienia dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą jak on działa. Kiedy ktoś na blipie chce zalinkować do mojego profilu wpisuje mój nick z “daszkiem”: ^fanatyk. Za każdym razem kiedy ktoś wpisze w ten sposób mój nick szpieg wysyła mi wiadomość, że ktoś o mnie mówi.

  • Z perspektywy osoby powiadamianej nie widzę tu żadnego problemu, bo można go zwyczajnie zignorować dzięki czemu nie będziemy otrzymywać takich informacji - problem rozwiązany.
  • Z perspektywy osoby “obgadującej” też nie widzę problemu, bo wystarczy nie umieszczać “daszka” przy nicku i już ofiara plotek spokojnie egzystuje dalej w błogiej nieświadomości.

To ja się pytam gdzie jest problem ze szpiegiem?!

Całość wydaje się być tylko krótkotrwałym zamieszaniem - nie wykluczone, że wywoła ono skutki w postaci nowych rozwiązań na blipie, jednak to nadal będzie burza w szklance wody, ponieważ problem prywatności na blipie nie istnieje tak samo jak problem spamu. Każdego mogę zablokować i nie otrzymywać jego wiadomości. Tak samo mogę zupełnie dowolnie zdefiniować jak daleko jestem gotów posunąć się publicznych wypowiedziach. Nawet jeśli są one kierowane do konkretnej osoby, pamiętajmy, że nadal są one publiczne.

Czas: 09:30
Autor: Fanatyk

Comments Off WordPress vs. WordPress

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/wordpress-vs-wordpres.html.

Autorem wpisu jest Wojtek autor bloga SajFaj.

Wielu bloggerów przy wyborze platformy decyduje się na system Wordpress. Często wybierana jest jego “gotowa” wersja udostępniana w serwisie Wordpress.com - zalety tego serwisu to bezpłatność, brak reklam, bajecznie proste zakładanie bloga i prostota jego prowadzenia. Wielu “wordpressowców” po pewnym czasie decyduje się jednak na przejście z darmowego hostingu na własny serwis - wiąże się z tym własna instalacja skryptu Wordpress. Przesiadka ta czasem bywa bolesna dla osób, które za nadto przyzwyczaiły się do prostoty wersji w serwisie Wordpress.com. We wpisie tym postaram się więc przedstawić różnice między własną instalacją, a gotowcem oferowanym przez twórców.

wordpress logo

Instalacja

coffeeZacznijmy od początku - instalacja. W przypadku Wordpress.com wystarczy podać nazwę bloga i nasz adres email i od razu mamy nasz mały kącik w necie. Własna instalacja wymaga od nas natomiast skopiowania plików na serwer, stworzenia bazy danych, uzupełnieniu pliku konfiguracyjnego oraz odpalenia skryptu instalacyjnego - całość zajmuje wprawnego “wordpressowcowi” góra pięć minut, jednak osoba nie obeznana ze takimi rzeczami jak FTP czy PHP może mieć małe problemy - choć nic, z czym nie można sobie poradzić - wystarczy chwilę poszukać.

Strona startowa

Czas na stronę startową - nasz blog na Wordpress.com wita nas stroną wyświetlającą statystyki - ostatnie komentarze, linki z innych blogów, liczbę odwiedzin, najpopularniejsze wpisy, naszą aktywność w serwisie oraz ostatnie dyskusje z innych blogów w nim się znajdujących. Tymczasem po przesiadce na własną instalację po zalogowaniu zobaczymy ostatnie komentarze i linki, cała reszta jednak jest inna - czytnik RSS dla bloga developerów Wordpressa, wykaz ostatnio popularnych wtyczek oraz wiadomości związane z Wordpressem - o wbudowanych statystykach można zapomnieć.

Jedną z poważniejszych różnic jest brak we własnej instalacji takich funkcji jak Przeglądarka Tagów czy Blog Surfer - obie funkcje działają w obrębie serwisu Wordpress.com i bywają bardzo przydatne - we własnej instalacji trzeba o tym zapomnieć - z wiadomych przyczyn - nasz blog jest jeden, a Wordpress.com to cały serwis.

Przechodzimy do ustawień

W ustawieniach dostrzegamy kolejne różnice - Wordpress.com nie oferuje zmian w ramach wyglądu odnośników czy opcji dotyczących uploadowanych plików. W przypadku własnej instalacji możemy np. wybrać folder dla wgrywanych plików. Przyjdzie nam również konieczność zmiany wyglądu odnośników - w ramach bloga na Wordpress.com ładne odnośniki typu /Rok/Miesiąc/Dzień/Nazwa-wpisu mamy już w trybie standardowym, natomiast standardowa własna instalacja korzysta z odnośników typu /?p=1 - no i przychodzi to zmieniać ręcznie.

W opcjach własnej instalacji nie uświadczymy natomiast opcji typu “Skasuj bloga”, “OpenID”, “Własna Domena” czy “Ulepszenia” - funkcjonalność ta jest dostępna tylko w ramach serwisu Wordpress.com.

Wtyczki oraz Wygląd

Własna instalacja Wordpressa niesie ze sobą możliwość wgrywania i używania wtyczek - hosting Wordpress.com tego nie udostępnia. Pojawia się więc konieczność opanowania zasad rządzących klientami FTP, a następnie opanowanie sztuki aktywowania wtyczek - co jak co, ale jednak trzeba te dwa kliknięcia zrobić ;).

W przypadku własnej instalacji pojawia się również możliwość wgrywania i edycji dowolnych tematów graficznych - Wordpress.com umożliwia modyfikowanie styli za opłatą, a “na swoim” z odpowiednią wiedzą możemy robić to za darmo (lub zlecić robotę fachowcowi).

Na koniec można jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że Wordpress.com zabrania zamieszczenia reklam płatnych na blogach w ramach serwisu. Na swoich serwerach nie mamy już tego ograniczenia.

Podsumowanie

Tak oto prezentują się główne różnice między własnym Wordpresem, a “gotowcem” - jeśli nie masz potrzeby przenosić się na własny serwer, a tym bardziej nie masz chęci się uczyć nowych rzeczy pokroju pojęcia FTP, to lepiej zostać na Wordpress.com. Jednakże własna instalacja przy odrobinie chęci staje się potężnym narzędziem, przy którym gotowiec jest po prostu ubogi.

31 May, 2008

Czas: 22:56
Autor: Fanatyk

Comments Off Treści video w internecie

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/tresci-video-w-internecie.html.

rewolucja w komunikacjiOstatnia rewolucja w komunikacji (relacja, za którą niektórzy mnie znienawidzili, na blipie) zaowocowała wieloma pomysłami - za to lubię takie spotkania. Gdy już pojawią się pełne prezentacje a Maciek obrobi materiały wideo napisze może i o kilku innych ciekawych wystąpieniach. Dla mnie najciekawsze wątki poruszyli: Dominik Kaznowski (Agora), Maciej Budzich (Mediafun.pl), Marek Woźniak (NetPR.pl), Marcin Męczkowski (A2 Multimedia Sp. z o.o.), Aleksander Winciorek (Heureka). Dziś 2 słowa o tym, co mówił przedstawiciel A2 MultiMedia (ale nie tylko).

MikroFormaty Video

Mikro formaty proponowane przez TiVi.pl zasadniczo różnią się od tego co możemy znaleźć na YouTube. To nie są pojedyncze, śmieszne (mniej lub bardziej) filmiki. Są to produkcje realizowane przez profesjonalistów, z określonym scenariuszem i fabułą. Oczywiście fabuła nie jest sztywno zaplanowana na długie okresy, bo - jak mówił Marcin - producenci muszą reagować na opinie jakie pojawiają się w sieci po emisji kolejnych odcinków. Co to oznacza? Oznacza to tyle, że każdy internauta ma wpływ na to, co pojawi się w kolejnych odcinkach produkcji.

Przykładowa produkcja - Łazienka (odc. 1):

Szczerze powiedziawszy nie zdawałem sobie chyba sprawy z popularności, jaką osiągają takie produkcje. Dowodem na tą popularność może być fakt, że powstają już parodie. Oczywiście parodie - jak to w sieci zwykle bywa - mają jeszcze większą oglądalność! Odpowiedzią na Łazienkę jest Kibelek:

Zapewne nie jest to przyszłość telewizji internetowej, mimo że spełnia założenia narzędzia w pełni konfigurowalnego przez użytkownika, który sam decyduje, co i kiedy chce oglądać. Jednak koszty produkcji takich “seriali” są zbyt wysokie - przecież wszystkich tych profesjonalistów trzeba opłacić (i to nie małymi pieniędzmi).

Reklama Video

Z badań Gemiusa wynika, że 90% internautów spotkało się już z treściami wideo, przy czym 73% miało kontakt z reklamami w formie materiałów wideo. Statystyczny fan wideo w sieci to mężczyzna w wieku 15-24 lat, przeważnie oglądamy w domu (84%) śmieszne filmiki (udział kategorii humor - 63%).

Na ocenę reklam w internecie wpływa miedzy innymi sposób emisji przekazu. Najmniej przyjazne internautom reklamy to te w wyskakującym okienku na stronach www oraz pojawiające się przed materiałem wideo, który chcą obejrzeć. Co ciekawe, użytkownicy sieci pozytywniej oceniają reklamę wideo umieszczoną na stałe na stronie internetowej lub link do reklamy przysłany e-mailem

Więcej na ten temat znajdziecie w linkowanym tekście Gemiusa.

VideoInterface to Web3.0?

Na Auli (praktycznie bezpośrednio po Rewolucji) wątek wideo był kontynuowany. Chłopaki z InteliWISE pokazali nowy interface jaki podobno już wdrażają na stronach klientów biznesowych. Dzięki zastosowaniom algorytmów Sztucznej Inteligencji proponowane rozwiązania będę dawać możliwość korzystania z zasobów sieci przy pomocy głosu. W tej chwili możemy umieścić na stronie bota, który odpowiada na pytania klientów. Oczywiście zakres “wiedzy” jest ograniczony do odpowiedniej gałęzi, która interesuje konkretną firmę. Zwykły użytkownik internetu będzie mógł umieścić podobnego bota z własną podobizną na swojej stronie za niewielką opłatą.

W tej chwili oczywiście całość jest obsługiwana tradycyjnie - konieczna jest klawiatura. Ale stąd już tylko jeden krok do obsługi głosowej. Czy to będzie kolejny stopień rozwoju sieci? Zobaczymy!

29 May, 2008

Czas: 01:00
Autor: Fanatyk

Comments Off Czy czas publikacji ma znaczenie?

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/czy-czas-publikacji-ma-znaczenie.html.

techkultura - logoMój imiennik, autor TechKultura.com uparcie twierdzi, że pora publikacji wpisu na bloga ma znaczenie. Ja uparcie jednak twierdzę, że to co Paweł napisał, to nie do końca prawda. Jako, że czasem lubimy sobie polemizować (mniej lub bardziej publicznie), spróbuję dorzucić swoje 3 centy do tego co Pawłowi spod klawiatury wyskoczyło.

Godzina publikacji

Godzina akurat nie ma najmniejszego znaczenia. Paweł co prawda dowodzi, że optymalną porą jest wypuszczanie wpisu rankiem, ale…

zegarCo z gorącymi newsami? Jeśli wydarzenie miało miejsce po południu czy wieczorem? Blogi newsowe rzucą mięsko na ruszt od razu. A reszta? Reszta zrobi podobnie - w pierwszej wolnej chwili napisze o wydarzeniu wedle zasady kto pierwszy ten lepszy.

OK, ale to tylko tzw. gorące newsy. Co z normalnymi wpisami? Puszczać rano, wieczorem czy w ciągu dnia? Otóż nie ma to najmniejszego znaczenia! Z tej prostej przyczyny, że nawet jeśli (na złość Pawłowi :P ) puszczę wpis w środku dnia to użytkownik czytający go wieczorem czy jutro rano dotrze do niego tak czy inaczej. Pomijając już, że jednak spora część stałych czytelników blogów korzysta z RSSów, prawda? Sam często czytam RSSy w pracy czy wieczorem pod presją wspomnianego meczu czy filmu, tylko że to nie ma najmniejszego znaczenie bo co ciekawsze rzeczy odkładam sobie na później lub drukuję do poczytania jutro rano w drodze do pracy.

Dzień tygodnia

Masz babo placek… Że niby poniedziałek najlepszym dniem na publikację? Wszyscy wkurzeni porannym wstawaniem i koniecznością ruszenia się do pracy lub szkoły. Pół biedy jak do pracy bo jeszcze poczytają te RSSy, ale w szkole już może być mały kłopot. Weekend ponoć jest najsłabszą porą. Dlaczego? Przecież wtedy właśnie mamy najwięcej wolnego czasu! W weekend właśnie ludzie mają czas i na rodzinne spacerki i na poczytanie RSSów…

Reasumując

google logoJeśli uwzględnić użytkowanie czytników RSS przez naszych czytelników to pora publikacji nie ma znaczenia. Może się to okazać czynnikiem o istotnym wpływie kiedy chcemy się wstrzelić w szum medialny na jakiś temat - kiedy wiadomo, że ilość zapytań z Google pod daną frazę będzie rosła (patrz: konferencja GIODO na temat Naszej Klasy). Jednak dla przeciętnego blogera godzina wpisu będzie kompletnie nieistotna a dzień tygodnia mało istotny.

Oczywiście tak jak pisze Paweł: Zróbmy coś w rodzaju testów. Na pewno dowiemy się z nich więcej, niż z artykułu na jakimś tam blogu ;). Zdecydowanie analiza statystyk bloga powie nam więcej i w poszczególnych przypadkach każdy z nas 2 może mieć rację lub też obaj możemy się grubo mylić. Tu nie ma złotej zasady pasującej do każdego bloga.

28 May, 2008

Czas: 16:33
Autor: Fanatyk

Comments Off Milion Euro dla najlepszego startupu!

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/milion-euro-dla-najlepszego-startupu.html.

Poniższy tekst jest w całości notką prasową (wytłuszczenia własne) otrzymaną od przedstawiciela firmy zanox (jedną z wielu swoją drogą) - publikuję ją ponieważ ta informacja akurat może Was zainteresować.

logo zanoxZanox otworzył w Niemczech paneuropejski e-inkubator. Jego głównym zadaniem jest wsparcie młodych talentów z całej Europy działających w obszarze nowoczesnych technologii oraz e-marketingu. Dla najlepszego projektu przewidziano nagrodę w wysokości miliona Euro.

Zanox, globalny lider i prekursor marketingu internetowego w modelu “Płać za sukces”, otworzył właśnie w Berlinie ogólnoeuropejski, internetowy inkubator w ramach GAP (Global Alliance Partners) Kampusu. W zamierzeniach projekt ma pełnić rolę centralnego punktu w Europie stymulującego rozwój poszczególnych przedsięwzięć w obszarze internetu, e-marketingu, jak i całej branży nowoczesnej technologii. Ma być także platformą wymiany myśli i nowatorskich pomysłów promującą przedsięwzięcia skutecznie monetyzujące internet. Dzięki współpracy z technologicznymi i finansowymi partnerami z Doliny Krzemowej w USA, GAP Kampus będzie mógł promować także projekty o zasięgu globalnym.

Organizując GAP Kampus stworzyliśmy doskonałe miejsce rozwoju dla uzdolnionych programistów, przedsiębiorców oraz innowatorów działających w obszarze innowacyjnych projektów e-marketingu ? komentuje Thomas Hessler, założyciel i prezes zanox. Wierzę, że dzięki wsparciu naszemu oraz naszych partnerów wyłuskamy i wypromujemy wiele rewolucyjnych start upów ? dodał Hessler.

W ramach projektu GAP Kampus, zanox ogłosił start konkursu na najlepszy e-projekt. Nagrodą główną jest milion Euro, które mają być przeznaczone na dofinansowanie rozwoju wybranego start upu. Projekty, które mają największe szanse na wygranie powinny bazować na idei WEB 2.0 i wykorzystywać jej narzędzia, takiej jak np. widgety. Zgłoszenia można przesyłać do końca sierpnia 2008 roku.

Szczegółowe zasady konkursu dostępne są pod adresem: http://blog.zanox.com/en/webservices/

Więcej na temat GAP Kampusu, zdjęcia, relacje video: http://zanox.com/kampus

Kontakt dla mediów:

Piotr Krawiec, Synergic
Tel. 609 20 36 10
piotr@synergic.pl

[Miejsce na reklamę?]

27 May, 2008

Czas: 00:05
Autor: Fanatyk

Comments Off Video komentarze na blogu?

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/video-komentarze-na-blogu.html.

klapsJakiś czas temu czytałem o video komentarzach i nie pamiętam kto, ale ktoś się nimi zachwycał bardziej niż Grzesiek. Jakoś nie przypadł mi do gustu taki sposób komentowania na blogach. Jedyna zaleta jest taka, że delikwent komentujący musi… właśnie obaliłem teorię o zaletach video komentarzy, bo komentujący przecież wcale nie musi pokazać twarzy jak to sugeruje Grzesiek w swoim wpisie. Można puścić samą ścieżkę audio, można zwyczajnie zakryć twarz. Chętni znajdą miliony sposobów. Ale nie to jest największym problemem takiej formy komentowania.

Kilka kolejnych powodów podaje Read Write Web, więc jedziemy:

Brak możliwości skanowania treści. Kiedy trafiam na długie komentarze lub na wiele kolejnych wpisów komentujących dany wpis, zaczynam czytać je jak wiadomości w czytniku RSS. Skanuję treść - podejrzewam, że nie tylko ja tak robię - przy komentarzach video nie mam takiej możliwości. Muszę obejrzeć taki komentarz od początku do końca. Do komentarza tekstowego mogę się łatwo odnieść pisząc od nowego akapitu @nick i każdy kto będzie chciał czytać moją polemikę z danym internautą łatwo ją znajdzie. W komentarzu video skazujemy internautę na oglądanie całości “od deski do deski”.

rozmowaModerowanie komentarzy staje się co najmniej uciążliwe. Pomijam już problem na blogach gdzie każdy komentarz musi być zatwierdzony przez właściciela - wyobrażacie sobie oglądanie tylko 1-2 minutowych wypowiedzi w ilości 20 sztuk? W sumie zajmie to ok 40 minut nawet do godziny. Poza tym nie ma możliwości wyciąć kawałka wypowiedzi! Akceptujemy całość lub ją wywalamy w kosmos. No chyba, że ktoś chce jeszcze siedzieć nad montażem tych komentarzy.

Brak linków, które są najczęstszą formą uzupełniania wpisów na blogach. Dzięki uzupełnianiu treści w komentarzach wpisy na blogu mogą stać się wręcz bazą wiedzy na dany temat. Jak zostawić link w materiale video? Już nie wspominając o linkach do własnego wpisu na blogu jeśli pisaliśmy na podobny temat - podawać cały URL do wpisu? OK, okazuje się że linki można umieszczać w video, ale kto się będzie z tym wszystkim gimnastykował?! Tekst jednak jest łatwiejszy w obsłudze. A może to kwestia przyzwyczajenia.

Czas ładowania materiału video jest znacznie dłuższy od czasu załadowania tekstu. Nie chodzi tylko o czas jaki jest potrzebny aby załadować playera na stornie (lub kilkadziesiąt playerów, w zależności od ilości komentarzy), ale o czas ładowania i buforowania poszczególnych materiałów.

Brak standaryzacji. Jeden internauta wrzuci materiał z YouTube, inny z DailyMotion - nie daje nam to szansy na zgranie wyglądu bloga z ewentualnymi playerami jakie pojawią się w komentarzach. Jakieś to takie bez ładu i składu będzie chyba…

Ryzyko utraty komentarza. Większość internautów będzie wrzucała takie komentarze na publicznie dostępne platformy typu YouTube. Co się stanie z tymi komentarzami kiedy youtube postanowi usunąć materiał, lub zniknie on z powodu awarii (o zamknięciu/upadku serwisu nie wspominając)?

Komentarze w formie wideo mogą być ciekawym urozmaiceniem, ale nie wydaje mi się aby nadawały się na standardowe narzędzie komentowania treści na blogach. W szczególności jestem przekonany, że na chwilę obecną nie ma realnych szan na zastąpienie komentarzy tekstowych na audiowizualne.

26 May, 2008

Czas: 14:07
Autor: Fanatyk

Comments Off Byliśmy w nocy z Phoenix na Marsie

Copyright © 2008 Fanatyk. Visit the original article at http://webfan.pl/bylismy-w-nocy-z-phoenix-na-marsie.html.

phoenix na marsieGrzesiek z Antyweb zapowiedział internetową transmisję z lądowania Phoenix na Marsie. Była transmisja na Twitterze za pomocą specjalnego profilu Phoenix, ale i polska blogosfera śledziła lądowania na Marsie za pomocą blipa. Wydarzenie to znalazło głośne odzwierciedlenie w polskiej blogosferze. Dlaczego?

MY tam byliśmy

Co ciekawe, w centrum kontroli lotu - jak pisze Tomek Topa - oprócz sztabu specjalistów od rakiet była też jedna osoba (Brent Shockley) odpowiedzialna za aktualizowanie na bieżąco blogu misji Phoenix. Blogerzy w postaci tej jednoosobowej reprezentacji byli obecni w samym sercu wydarzeń. Co potwierdza tylko rosnącą siłę blogów.

załoga centrum lotów
fot. nasa.gov

Multimedialnie

Można powiedzieć, że microblogging zabrał nas w kosmos :)

Było multimedialnie nie tylko dzięki relacji na Twitterze. Przede wszystkim lądowanie można było oglądać NASA TV. Zgadzam sie z Maćkiem co do sensowności tworzenia “sztucznych” profili w serwisach społecznościowych - miliony Dodów Elektrodów czy św. Mikołajów uważam ze przejaw głupoty - to jednak takie wykorzystanie twittera, trzeba przyznać jest jak najbardziej godne podziwu! Odsyłam jeszcze do notki u Maćka na MediaFun.pl gdzie dowiadujemy się między innymi, że również Wikipedia została zaprzęgnięta do informowania o misji Phoenix.

Futomaki też o tym pisał ;)

Było multimedialnie. Wykorzystano wiele kanałów przekazywania informacji. Było blogowanie na żywo. Zainteresowanie w sieci musiało być! Swoją drogą nie wiem czy, którakolwiek ze stacji telewizyjnych (w szczególności polskich) prowadziła transmisję?